O ubezpieczeniach dla artystów, czyli problem, którego nie da się rozwiązać…

Zastrajkowali artyści. Niby to zabawne, ale problem jest poważny: kilka muzeów wzięło wspólny udział w akcji strajkowej, zamykając się przed zwiedzającymi na godzinę. Gest tyleż symboliczny, co znaczący – pokazuje siłę, a w zasadzie jej brak, środowiska artystycznego, które czuje się pokrzywdzone w brutalnej rzeczywistości.

Czego chcą artyści? Cóż, nihil novi. Chcą „jakiegoś systemu”, który gwarantowałby im korzystanie ze „zdobyczy socjalnych”, ubezpieczeń emerytalnych i zdrowotnych. Jest w tym pewna racja, bo nie ma zawodu: artysta. Wskutek tego znaczna część malarzy, rzeźbiarzy, kompozytorów, literatów i wielu innych (dziennikarze!)  nie pracuje na etatach. Zlecenie lub umowa o dzieło rodzi natomiast konieczność samodzielnego płacenia ubezpieczeń. Można też założyć firmę, czyli płacić miesięcznie fiskusowi tysiąc złotych bez względu na dochody.

Inne kraje rozwiązują tzw. problem wolnych zawodów na różne sposoby. Oczywiście, twórcy najlepiej mają tam, gdzie państwo jest najbogatsze i może przeznaczyć budżetowo-składkowe nadwyżki na jakieś fundusze, zabezpieczające świadczenia artystom. Na przykład Szwecja, znana ze swoich lewicowych wynalazków, tworzy fundusz ubezpieczeniowy grupie wolnych zawodów, w oparciu o przymusowe składki (podatki), ściągane od najbogatszych przedstawicieli tej grupy. To tak, jakby u nas kazać Sasnalowi oddawać część forsy ze sprzedanych płócien na rzecz najbiedniejszych malarzy, którzy nie mają rzecz jasna najmniejszych szans, by swoje obrazy spieniężyć z odpowiednim zyskiem.

Wprawdzie nie widać w takich pomysłach nawet krzty sprawiedliwości –  nie po to  Sasnal całe życie pracował na swoją markę i sprzedawalność, by teraz (niby z jakiej racji?) oddawać część ciężko zarobionych pieniędzy innym, pewnie mniej zdolnym i bardziej leniwym przedstawicielom swojego zawodu… No, ale cóż:  są tacy, którzy uważają, że świętym obowiązkiem Sasnala (czy On tego chce czy nie) jest przymusowe wspomaganie kolegów po fachu. Państwo w takim układzie pełniłoby funkcję zbója Janosika: zabieramy bogaczom i przekazujemy zrabowane łupy biednym, oczywiście nie zapominając o swojej, ciężko zapracowanej, prowizji.

Jak zawsze w sytuacji tak zwanego socjalu, czyli darmowego zapewnienia czegoś komuś kosztem innych, dobrego wyjścia nie ma. Czy zabierzemy bogatym malarzom, czy wszystkim ludziom w państwie, wspomagając artystów biednych, zawsze ktoś będzie „w plecy” – komuś trzeba zabrać, bo darmowych obiadów nie ma. Można więc uznać, że problem strajkujących w Polsce artystów jest nie do rozwiązania…

…chyba, że przyjmiemy czysto wolnościowy (prawdziwie liberalny) punkt widzenia. Otóż w każdym fachu – wolnym, regulowanym czy diabli wiedzą jakim – są lepsi i gorsi fachowcy. I jest to zupełnie normalne: lepszy, bardziej zdolny i pracowity lekarz, hydraulik, prawnik, mechanik samochodowy czy malarz zawsze będzie miał lepiej, niż jego leniwy kumpel po fachu. Kwestia talentu? Cóż, bozia daje jednym więcej, drugim mniej – na to też sposobu nie mamy. Trzeba po prostu znaleźć w sobie za młodu własny talent i pójść we właściwą stronę – tak ma każdy człowiek, obojętnie w jakim kraju. Dopóki w ten – sprawiedliwy, wolnorynkowy – układ rzeczywistości nie wplączą się urzędnicy, mamy sytuację klarowną:  jeden  jest Sasnalem i będzie zarabiał krocie, a drugi jest przeciętnym malarzem i zarobi mniej. Naprawdę nie uważam, żeby miało to jakkolwiek uwłaczać malarzowi, który Sasnalem nie został!!! Oprócz talentu i pracowitości w zawodach artystycznych potrzebne jest również szczęście i tak już jest. Jednemu się wiedzie, staje się gwiazdą – a inny nie. Czy naprawdę musi być tak, że owych mniej uzdolnionych musielibyśmy, przymusowo, zasilać jakąkolwiek społeczną składką?

Jestem w identycznej sytuacji, jak strajkujący artyści. Od wielu lat pracuję na umowę o dzieło, odpłacam sam składki, emerytalną i rentową. Płacę wszystkie świadczenia, bilans miesiąca rozpoczynam kwotą MINUS trzy tysiące złotych, bo tyle jestem winien wszelkim wierzycielom systemowym. Czy miałbym z tego tytułu strajkować, domagać się od państwa jakiejś składki na moją rzecz? A jakim prawem? Ile miesięcznie zarobię  zależy tylko ode mnie – i uważam ten stan za absolutnie sprawiedliwy…

Być może jestem w sytuacji bardziej komfortowej niż większość malarzy. Przychodzę bowiem do pracy każdego dnia rano i codziennie jest zapotrzebowanie na moje dziennikarskie usługi. Malarz musi namalować obraz, który sprzeda raz w miesiącu, albo nie. Z tym tylko, że mnie miejsca w redakcji nikt za darmo nie dał. Musiałem przejść kilka lat różnych – czasem bardzo ciężkich – doświadczeń zawodowych, by na lokalnym rynku pracy doceniono mnie jako potrzebnego fachowca. Gdybym nie wypracował sobie marki, nikt by mnie nie zatrudnił. Ani tu gdzie jestem, ani nigdzie indziej – wiem, bo okres bezrobocia również dane mi było zaliczyć. Pytam więc – dlaczego kiepski malarz, literat, dziennikarz ma mieć lepiej, niż ten dobry? Czemu nie uznamy wreszcie za normalne, że człowiek musi DO CZEGOŚ DOJŚĆ, jak w Ameryce, by mówić o spokojnym życiu, z wszelkimi zabezpieczeniami??? Nikt nie broni malarzowi malowania dobrych płócien. Jak maluje słabe, których nikt nie chce, to niech ma pretensje do siebie – i tylko do siebie. A nie do „systemu”… Nie idzie ci malowanie, to zostań hydraulikiem. I nie zawracaj uczciwym ludziom  głowy.

2 odpowiedzi do “O ubezpieczeniach dla artystów, czyli problem, którego nie da się rozwiązać…”

  1. Ha, ha 🙂 dokładnie, miałem nawet o Tym napisać 🙂 Jak usłyszałem pomysły tych „artystów” to stwierdziłem że w zasadzie ja również – jako programista – jestem przecież artystą ! Tworzenie aplikacji/webdesign to przecież Twórczość ! Więc dlaczego mam nie być zwolniony od składek ZUS, których płacę co miesiąc 1000 zł ???! Ja również nie wiem czy będę miał klientów, często muszę ich szukać. Jako freelancer nie mam lekko.
    Fajnie się żyje na czyjś koszt, panowie „artyści” !

  2. koniec tego artykułu jest absolutnie głupi, jeśli czołowi polscy artyści nie mają za co się ubezpieczać to może zrób chłopie badania dziennikarskie, przepytaj sprawdz iles set osob i sie zastanów, czy w polsce pownnni być artyści czy nie?
    bo z takich wypowiedzi wynika, że każdy chciałby życ w kraju w który ma jakieś osiągnięcia – jasne, najłatwiej o te w sporcie to wszsycy kochają, lud pracujący miast i wsi – ale jak się później okazuje, można zarobić na sztuce tylko finalnie nie jest to artysta.
    Przywołanie Sasnala i „malarza” świadczy wyłącznie o tym że pan autor dziennikarz TKWI ze swoim pojęciem sztuki chyba w tabloidzie, albo XIX w.
    Jestem za tym, żeby nic nie było dotowane, rolnicy, rodziny, SPORTOWCY, itd.
    Ale jesli juz wprowadza się jakąs to niby UMOWĘ SPOŁECZNĄ to ona niesie za sobą jakieś konsekwencje.
    A jesli Panu wystarcza poziom kulturalny tego społeczeństwa, to spokojnie można sobie odpuścić sztukę, zwłaszcza współczesną, bo to od niej wszystko spływa w dół, ale jako, że dół ani środek nie ma na to ochoty, to niech ograniczy się do konsupcji sztuki komercyjnej, ale niech KURWA nie narzeka ze telewizja jest do dupy, a polski film to dno.
    Ave satan.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *