O satysfakcji twórczej, czyli Electric Chair pracuje…

To dziwne uczucie – w wieku niespełna czterdziestu lat zacząć od nowa… Dziwne, ale bardzo przyjemne, człek młody jakiś się czuje, pełen dawno nieodczuwanej energii…

Zaczęliśmy próby z naszym Electric Chair, zespołem, który założyliśmy po odejściu z Artrosis. Dla mnie i MacKozera było to osiem lat wspomagania Artro na scenie, Migdał i Świcol również zaliczyli tam kilkuletnie epizody. Ponieważ wszyscy jesteśmy wypróbowanymi przyjaciółmi, nadto ludźmi o dość pogodnym usposobieniu, pierwsza próba nowej formacji dała nam razem mnóstwo radochy. Przede wszystkim muzycznie – zespół wzmocniła  Agata, żona Migdała, od razu stało się jasne, że ten zespół bardzo Jej pasuje, a i my wprost urzeczeni jesteśmy Jej talentem i możliwościami. Kompozycje Migdała, a jest ich sporo (część z nich była szykowana na nową płytę Artrosis) zyskują obecnie nowy kształt dzięki pomysłom Agaty. To, że są małżeństwem, bardzo sprzyja procesowi twórczemu: Migdał na bieżąco inspiruje Agatę swoimi kompozycjami, które Ona z kolei, podczas wspólnej pracy, wyposaża w przemyślane partie wokalne…

Mamy już pierwszą próbkę naszych możliwości, utwór „Luana”, z którym zapoznać się można dzięki internetowej prezentacji, na stronie electric-chair.pl lub na youtube. Trzeba jednak podkreślić, że to dopiero pierwszy sygnał stylu, w jakim będziemy podążać. Materiał będzie, z założenia ma być, dość eklektyczny, ze słyszalnymi inspiracjami z różnych stron płynącymi. Oczywiście głos Agaty będzie rodzajem formalnej klamry, spinającej całość do jednej, wspólnej koncepcji. A Migdał, uwolniony twórczo z okowów stylistycznych poprzedniego zespołu, daje swobodny upust swej pomysłowości, kreatywności i wolności muzycznej…

Praca idzie bardzo szybko, jest to w zasadzie dopisywanie partii wokalnych do już istniejących wersji, które jako instrumentalne mieliśmy od dawna „pod palcami”. Migdał pewne rzeczy modyfikuje i ulepsza, ale nie są to zmiany rewolucyjne, raczej kosmetyczne poprawki. Jesteśmy wszyscy ogromnie szczęśliwi, że możemy spotkać się na próbie i wreszcie poczuć tę specyficzną energię, jaką daje pełna zgodność wszystkich grajków, skupionych wokół muzyki, która każdego jednakowo „kręci”. To wspaniałe uczucie, o którym trochę zdążyliśmy już zapomnieć. Odświeżamy je więc z radością. Zaś ja osobiście mam znajome poczucie, że robię coś, co w stu procentach zaspokaja mnie muzycznie – jak dawniej, w Sacriversum. Z pełną satysfakcją, ze wspaniałymi ludźmi i w fantastycznej atmosferze.

A jako, że szybko zbliża się maj, w którym wraz z ukochaną Kasią chcemy powiedzieć sobie „tak”, można mnie chyba nazwać jednym z największych szczęściarzy na Ziemi… Czego i Wam życzę! 🙂

Wpis numer jeden, czyli serdeczne powitanie i próba prezentacji.

Witam wszystkich serdecznie!
Pewnie większość osób, których będę miał zaszczyt powitać jako czytelników bloga, to znajomi – bliżsi lub dalsi, przyjaciele bądź ludzie, podtrzymujący ze mną kontakt, w jakiejkolwiek formie. Może też zdarzyć się, że wizyty będą tu składać osoby całkowicie mi nieznane, lub tacy, którzy dzięki internetowej relacji staną się moimi znajomymi.
Dziękuję, że jesteście. Wszyscy, realni znajomi czy przypadkowi zaglądający są dla mnie ważnymi gośćmi. Trochę w myśl teorii postmodernistów, że ogląd odbiorcy dopełnia dzieło sztuki. Nie traktujmy blogowania jako gałęzi literatury pięknej, ale cóż, każda ekspresja słowa pisanego zasługuje na miano twórczości. O klasie tejże na razie nie dyskutujmy.
W sensie zawodowym jestem dziennikarzem, pracuję w lokalnej stacji telewizyjnej, TV TOYA. Podobno cechuje mnie uniwersalizm, to chyba prawda – z zainteresowania, a często z formalnej konieczności, spojrzeniem ogarniać muszę w zasadzie każdą dziedzinę życia, od polityki przez kulturę do sportu. Najczęściej w zakresie łódzkim, lokalnym, ale z natury rzeczy szerzej: obserwuję rzeczywistość, polską, światową, w różnych jej przejawach. Często aż kipi we mnie ochota, by wnioski ubrać w słowa, czasem gorące – by taka publicystyczna lawa mogła zyskać jakiekolwiek ujście… Od razu powiem: nie będzie tu wspierania żadnej opcji politycznej. Niczym Stefan Kisielewski, mam poglądy – gospodarcze. Konserwatywno-liberalne, z takiej perspektywy zamierzam opisywać sprawy, które otaczają nas wszystkich, drażnią, irytują i bolą. Jednakże wbrew licznym piewcom rozwiązań kompromisowych w polityce, wcale nie uważam, że połączenie liberalizmu PO z konserwatyzmem PiS miałoby dla Polski znaczenie zbawienne. Z pewnością odkryjecie to w moich kolejnych wpisach.   
W sensie hobbistycznym jestem muzykiem rockowym. Od wielu lat grywam na gitarze basowej, najbliższe mi dźwięki metalowo-gotyckie. Zakładałem Sacriversum, przez osiem lat współtworzyłem Artrosis, dziś z przyjaciółmi rozpoczynamy (wraz z nowym rokiem) przygodę w nowo założonym Electric Chair. Czasem korci mnie, by dla odświeżenia nastroju pograć trochę bluesa – ale na to brakuje już czasu. Może wystarczy go na pisanie: ten blog ma zmieścić w sobie również uwagi w sprawach muzycznych, szołbiznesowych, tykających rzeczywistości polskiego rynku muzyki rozrywkowej.
Jest o czym pisać. Oby tylko wystarczyło – mnie weny, a Wam cierpliwości. Niemniej powołuję ten blog z nadzieją, że wiele ciekawych dyskusji znajdzie tu swój początek.      
Zapraszam Was serdecznie do ich podejmowania!
Remigiusz "Remo" Mielczarek